• Łukasz

    Świetny wpis :) Oby więcej takich.

    Mi ogromną ulgę przyniosła świadomość, że nie muszę do niczego dążyć, rozwijać się, iść drogą ku doskonałości. To jest niesamowite, mieć świadomość że drogi ku doskonałości nie ma, wraz z tym że wcale się też nie oddaliłem od tej doskonałości. Że po prostu śpię, i śnię o tym że się oddaliłem od prawdy i o tym że teraz się zbliżam do niej. A to wszystko jest sen, z którego można się przebudzić i zacząć po prostu żyć sobą prawdziwym.

    Życzę wszystkiego dobrego!

    • Marcin

      Dzięki Łukasz :).

      Też życzę wszystkiego dobrego.

  • Davvidia

    Bardzo fajny artykuł :)

  • Ashka

    Też już jakiś czas temu odkryłam, że prawdziwy rozwój, to odkrywanie siebie prawdziwego, odrzucanie iluzji, tego co zbędne, nieprawdziwych przekonań o sobie i świecie, a nie jak dość długo sądziła dodawanie do siebie nowych rzeczy. Wszelkie zmiany zachodzą wtedy znacznie łatwiej, bez wysiłku, są konsekwencją odkrywania siebie prawdziwego :)

  • http://swiatducha.wordpress.com Andrzej

    A ja bym coś jeszcze mocniej powiedział: rozwijamy się poprzez serce, natomiast nie jesteśmy „doskonali” [co wiąże się z oceną na planie buddialnym, „doskonałość” bowiem jest to wierne odtworzenie wzorca] i być tacy być nie musimy, aby serce nam przynosiło rozwój. Jest „takość” – jak buddyści mawiają.

    Mogę powiedzieć za siebie: nie jestem doskonały i nie dążę do tego. Bo nie dążę do porównywania się i do ocen. Jest życie = jest dobrze.
    Myślę, że napomykanie o „doskonałości” to tak naprawdę wyraz zaakceptowania siebie. A akceptacja jest o wiele wyższa od „doskonałości”.

    Przekraczasz plany buddialny, atmaniczny i nie masz co w ogóle wspominać o porównywaniu się z kimś/czymś [„jeszcze nie jestem doskonały”, albo „już jestem doskonały”]. Można to sobie spokojnie puścić. O wiele spokojniej. Co prawda nie do wszystkich to dotrze, ponieważ ileś osób ma jeszcze pś zanurzoną w ocenach i planach osiągania.

    Gdy dokonujesz osobistych poruszeń na anupadace, wtedy warto się zastanowić nad porzuceniem kategorii „doskonały/niedoskonały”, czyli ocen, uruchomić akceptację [może nią właśnie miałeś na myśli?].

    • Marcin

      Tak, miałem na myśli akceptację siebie.

      Rozwój może bazować albo na odrzucaniu siebie, braku akceptacji siebie, wtedy dąży się do doskonałości, do lepszej wersji samego siebie. Jest to jednak cały czas utożsamianie się z coraz to nowszymi mentalnymi wersjami nas samych. Utożsamiamy się z jakąś mentalną wersją nas samych, bo straciliśmy świadomość siebie prawdziwych. Coś nam się w niej nie podoba, mamy obraz, jacy chcemy być i dążymy do tego. Dążymy do kolejnej mentalnej wersji nas samych.

      Albo rozwój duchowy może być ekspresją akceptacji nas samych, miłości nas samych. Wtedy nasze działania są całkowicie inne, mają inną jakość. Działania wynikają z miłości do siebie, są ekspresją miłości do siebie, akceptacji siebie itd.

      Pisząc, że już teraz jesteśmy doskonali miałem na myśli, że gdybyśmy zobaczyli jacy, tak naprawdę jesteśmy, bez blokad świadomości prawdy o sobie, odpadłyby wszelkie chęci, żeby cokolwiek zmieniać w sobie. Doskonałość w sensie „nic tu nie trzeba zmieniać, wszystko jest właściwe, na swoim miejscu”. A ponieważ nie widzimy siebie prawdziwych, tylko iluzje o sobie, więc chcemy zmieniać siebie, udoskonalać siebie. I wchodzimy w pętle samodoskonalenia się.

      Mam takie fajne porównanie na to wszystko. Jest piękny obraz. I teraz, gdy zasłonimy praktycznie całość obrazu, a odsłonimy malutki fragmencik, wtedy ten fragmencik może nam się wydawać ładny, brzydki, nijaki. Gdy osłonimy więcej, dalej tak będzie. Gdy jeszcze więcej, możemy zacząć zauważać, że nabiera to sensu. Gdy odsłonimy cały obraz, okaże się, że wszystko jest na właściwym miejscu, bo gdyby nie było, wtedy suma części nie dawałaby pięknego obrazu, całości.

      Tym pięknym obrazem jest dla mnie rzeczywistość. Gdy nie widzimy jej całej, gdy mamy blokady świadomości jakichś jej fragmentów, wtedy tworzą się w naszej myśli wyobrażenia, jak tą rzeczywistość zmienić, jaka powinna być, co powinno się usunąć, co zmienić. Gdy jednak nasza świadomość poszerza się, zauważamy coraz większe obszary obrazu, rzeczywistości. I wtedy coraz bardziej znika chęć ingerencji, chęć zmiany, chęć udoskonalenia. Bo zauważamy, że wszystko jest właściwe i na swoim miejscu.

    • Marcin

      A brak akceptacji siebie wynika, według mnie, właśnie z tego, że nie ma się kontaktu z sobą prawdziwym, nie widzi się siebie prawdziwego, nie jest się sobą prawdziwym. Jest blokada świadomości siebie prawdziwego. Wtedy taka osoba utożsamiania się z fałszywą wersją siebie.

      Gdzieś w głębinach będzie cały czas działał wzorzec odrzucania siebie, więc taka osoba bez względu na to, jaką się stanie, będzie chciała być inna, lepsza, doskonalsza. Oprócz tego, że odrzuca siebie prawdziwą, zacznie odrzucać kolejne mentalne wersje siebie, dążąc do „doskonalszych” ich form.

      W końcu jednak cierpienie da znać, że nie tędy droga :).

  • Łukasz

    Z tym odrzuceniem, mi pokazuje się obraz taki że prawda we mnie nie spełniała oczekiwań i wyobrażeń duszy, jakby prawda we mnie była pod jakimś wzgędami nie wystarczająca, słaba. U mnie nie dawała mi poczucia bezpieczeństwa. Może tak jest że wtedy także pojawia się poczucie bezwartościowości, skoro Ja Prawdziwy jestem słaby, niepełno wartościowy to dusza próbuje stworzyć lepszą wersje siebie. Taką która będzie doskonała wg jej wyobrażeń, ale nadal prubuje to stworzyć na bazie tego że jest niedoskonała, nie pełna że czegoś jej brak. Wydaje mi się że cały czas jest taka jaka powinna być, tylko problem leży w tym że chce się naprawić coś co nigdy nie było zepsute od początku. Trochę jak w naturzę, ona poprostu jest taka jaka powinna być, a każda ingerencje, każda poprawka więcej szkodzi, niż daje pożytku. Ale mimo że szkodzi to daje nam poczucie że w naszych rękach jest to aby wznieść się do doskonałości, że możemy stać się doskonali, i wydaje mi się że to poczucie jest czymś co zwodzi ludzi, od bycia szczęśliwym tu i teraz. Trochę tak że jakbym wybrał szczęście tu i teraz to rezygnuje z tego że kiedyś tam dostanę doskonałość, tylko że ta doskonałość ciągle jest tam i kiedyś. Ciekawe jest to że niektórzy są szczęśliwi tu i teraz a ich wzorst dokonuje się naturalnie, jako skutek, jak kwiat poprostu jest, i poddaje się naturze a ona dba o jego wzrost, i wszystko dzieje się w odpowiednim czasie.

    • Marcin

      Odnośnie Łukasz tego, co piszesz na początku komentarza, czy to, co nazywasz prawdą, jest tak naprawdę prawdą o sobie? Czy kolejną błędną tożsamością?

  • Łukasz

    Mam na myśli to co prawdziwe we mnie, to jakim stworzył mnie Bóg. Ja uznałem że to za mało, że nie da mi tego czy tamtego, więc odrzuciłem i zaczołem tworzyć własną doskonałość.

    • Marcin

      Mi się wydaje Łukasz, że to dalej błędne wyobrażenie o sobie. Dalej niewidzenie kompletności siebie.

      To może być bardzo pierwotne. Np. mogło to powstać podczas stwarzania duszy z Absolutu. Pierwsze wrażenie duszy. Absolut większy, potężniejszy, i pewnie doskonały. Więc ja mała, słaba, niedoskonała.

  • Łukasz

    Narazie widze że to pomieszanie zaszło w wyborze świadomości dobra i zła. Może faktycznie ujawni się później to o czym piszerz, miało by to sens, w tej chwili tego nie widzę, więc sprawa jest otwarta, zobaczę coś jak mi zniknie pomieszanie z wyboru świadomości, czy ujawni się coś wcześniej.

Copyright © Terapia Duszy